poniedziałek, 8 lutego 2016

Katja Millay "Morze spokoju"

Autor: Katja Millay
Tytuł: Morze spokoju
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron:  456
Moja ocena: 10/10

"Morze spokoju" to książka, od której zaczęła się cała moja przygoda z dramatami New Adult. Całkowicie skradła moje serce. W tym wypadku okładka mnie nie okłamała. Ta pozycja dosłownie złamała moje serce i skleiła je na nowo. Ale po kolei.


Nastya jest nastolatką, jednak w swoim młodym życiu już zdążyła wyrobić sobie opinię szkolnego dziwadła. Ubiera się głównie w ciemne i wyzywające ciuchy, co często daje efekt zmartwychwstałej prostytutki. Pasjonują ją imiona a poza tym niewiele o niej wiadomo, ponieważ dziewczyna przestała mówić.

Nienawidzę swojej lewej ręki. Nienawidzę na nią patrzeć. Nienawidzę, kiedy drży i zacina się, i przypomina o utraconej tożsamości. Ale i tak na nią patrzę, ponieważ przypomina mi również o tym, że znajdę chłopaka, który wszystko mi odebrał. Zamierzam zabić swojego mordercę. I zamierzam zrobić to lewą ręką.


Josh Benett odrzuca każdego, kto próbuje się do niego zbliżyć. Wszyscy ci, których kochał, odeszli. Chłopak traktuje to jako wiszącą nad nim klątwę, dlatego woli się nie przywiązywać. By przez niego nie umarł ktoś, na kim by mu zależało.

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy wszyscy: za każdym razem, kiedy ktoś umiera, odliczam, ile czasu minęło. Najpierw minuty, potem godziny. Potem dni, tygodnie i miesiące. I pewnego razu uświadamiasz sobie, że już nie liczysz i nawet nie wiesz, kiedy przestałeś. W tym momencie ta osoba odchodzi naprawdę.


Nastya i Josh poznają się w szkole. Każde z nich mierzy się z własnymi sekretami i z własnymi dramatycznymi przeżyciami. Jednak czy na pewno chcą poznać swoje mroczne strony? Czy warto dać sobie szansę na coś, po stracie czego może być jeszcze gorzej? Czy ta znajomość okaże się wybawieniem z dotychczasowego cierpienia, czy raczej kolejnym przekleństwem?

Ból dosłownie wydziera się z tej książki. Chwyta wielkimi rękami za serce czytelnika i ściska je niemalże do końca lektury, przez co momentami brakowało mi tchu. Poczułam sympatię do bohaterów praktycznie od samego początku. Miałam wrażenie, że to dwie połamane dusze, które nie dostały pomocy, kiedy najbardziej tego potrzebowały. Dwie zniszczone osoby, niepotrafiące się odnaleźć po tragediach, jakie je dotknęły. 


Mogłam wydłubać mu oczy, zmiażdżyć krtań bądź kopnąć kolanem w jaja lub też zastosować złotą klasyczną metodę: wrzeszcz i bierz nogi za pas. Nie zrobiłam jednak żadnej z tych rzeczy. Wiecie, co zrobiłam? Uśmiechnęłam się i powiedziałam: "cześć". Bo byłam uprzejma. I głupia.

Jesteś młody, masz marzenia, ciężko pracujesz na ich spełnienie. Dni mijają podobnie do siebie - masz cel, do którego dążysz, sens życia. Aż któregoś dnia na swojej drodze spotykasz kogoś, kto postanawia Ci wszystko odebrać. Bez powodu, ten ktoś Cię zabija. Depcze bezlitośnie Twoją duszę. Od tego momentu Twoje życie całkowicie się zmienia. Stajesz przed pytaniami: dlaczego ja? kim jestem? jak mam dalej żyć? I nie znajdujesz na nie odpowiedzi.


Dziwi mnie, że ludzie tak bardzo boją się, co może ich spotkać w ciemnościach, a w ogóle nie myślą o swoim bezpieczeństwie w ciągu dnia, jakby słońce dawało wystarczającą ochronę przed całym złem tego świata. A nie daje. Szepcze, mami ciepłem, by potem wepchnąć cię twarzą w błoto. Światło dnia przed niczym nie może cię ochronić. Złe rzeczy dzieją się na okrągło, nie czekają aż zjesz kolację.

Jesteś młody i szczęśliwy. Masz rodzinę, przyjaciół. Jednak nagle w Twoim spokojnym dotąd życiu pojawiają się złowieszcze ciemne chmury zwiastujące przerażającą burzę. Zwiastującą śmierć, która postanawia odebrać ci wszystkich, których kochasz. Zostajesz sam. Nie rozumiesz, co się stało i dlaczego dotknęło to właśnie Ciebie. Co zrobiłeś, czym zawiniłeś, że los odebrał ci tych, którzy mieli prowadzić Cię przez życie. Tych, którzy byli dla Ciebie najważniejsi. Czy to przez Ciebie? 

Na horyzoncie pojawia się druga szansa. I mimo że masz wrażenie, że dla Ciebie już nigdy nie zaświeci słońce, to jednak jeden uparty promień próbuje się przedrzeć przez Twój mur. 


Dla mnie "Morze spokoju" to piękna historia trudnej emocjonalnie miłości dwojga młodych ludzi, którzy nie są pewni, czy wiedzą jak kochać i czy pamiętają, jak to jest być szczęśliwym. To książka o próbie przewartościowania własnego życia, o uczeniu się na nowo nie tylko radości i optymistycznego spojrzenia w przyszłość, ale o poznawaniu samego siebie zupełnie od początku. To również książka o przebaczaniu i szukaniu nowych szans. O odzyskiwaniu nadziei.

Chcę wiedzieć, że jest szansa dla takich jak my. Chcę wiedzieć, że w ogóle istnieje coś takiego jak okej, a może nawet coś więcej, że to gdzieś jest, tylko jeszcze tego nie znaleźliśmy. Musi istnieć jakieś szczęśliwsze zakończenie. Jakaś lepsza historia. Zasłużyliśmy na to. Ty zasłużyłaś. Nawet jeśli w zakończeniu tej historii do mnie nie wrócisz.

Trzeba przyznać, że momentami jest napisana dosyć naiwnym językiem (być może to kwestia tłumaczenia), ale można jej to wybaczyć. Dla mnie przede wszystkim niesie za sobą mnóstwo refleksji i ważne przesłanie. Mówi o tym, że każdy zasługuje na drugą szansę, którą tak naprawdę możemy sobie dać jedynie my sami. Pokazuje też, że miłość może przebić nawet najwyższy mur. A co najważniejsze daje nadzieję, że mimo najcięższych i najbardziej rozpaczliwych przeżyć, można jeszcze odnaleźć spokój i spełnienie.




12 komentarzy:

  1. Ta książka chodzi za mną od pewnego czasu. Najwyższa pora się za nią zabrać,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam! Myślę, że nie pożałujesz :)

      Usuń
  2. Znam tę książkę jeszcze z zagranicznych zapowiedzi. Naprawdę bardzo mi się podobała, chociaż muszę przyznać, że też bardzo mnie zaskoczyła. Nie była taka, jak przewidywalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo. Nawet trochę mnie zszokowała i naprawdę zapadła głęboko w pamięć. Dla mnie jest inna niż wszystkie :)

      Usuń
  3. Pamiętam jak poleciłaś mi ją przy okazji Twoje recenzji "Hopeless", wiedziałam że na pewno po nią sięgnę, a teraz jestem już zupełnie zdecydowana! Z pewnością ją przeczytam, pewnie dopiero po maturze, niemniej jednak mam na nią ogromną ochotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, niecierpliwie czekam na Twoje wrażenia! Matura już niedługo, więc trzymam mocno kciuki :)

      Usuń
    2. dziękuję, przyda się :) A w maju będę nadrabiać książkowe zaległości, "Morze spokoju" z pewnością będzie jedną z pierwszych :)

      Usuń
  4. Kurcze... bardzo chciałabym ją przeczytać. Z jednej strony mam Twoją świetną recenzję, pełną emocji... a z drugiej siebie, która bardzo często się na takich historiach zawodzi. Nawet tych wychwalanych. Przeczytam na pewno, chociaż nie wiem, kiedy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że różni ludzie - różne opinie, ale zawsze warto samemu sobie ową wyrobić. Ja tę książkę naprawdę pokochałam, dla mnie jest inna niż wszystkie z tego gatunku. Ale może tak być, bo przeczytałam ją jako pierwszą :)

      Usuń
  5. Co za kot! Genialny. Przykuł caluśką moją uwagę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej! :D

      Usuń
  6. Czytałam i uwielbiam :) Szczerze mówiąc, to bardziej przybyłam tu dla zdjęć kota, niż dla recenzji :p Niesamowity jest ♡ Chciałabym być taka fotogeniczna 😃
    ~Paulina
    http://ksiazkowezacisze.blogspot.co.uk/?m=1

    OdpowiedzUsuń