czwartek, 4 lutego 2016

Remigiusz Mróz "Ekspozycja"

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Ekspozycja
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 480
Moja ocena: 7/10

Od pewnego czasu miałam wrażenie, że gdzie nie spojrzę, tam Mróz. I nie chodzi mi o ten wywołany minusowymi temperaturami (choć niewątpliwie czasowo można zauważyć tu pewne zgranie), ale o człowieka, który wzburzył emocjami świata czytelniczego. Gdzie nie spojrzałam, tam ciągle widziałam przewijające się w kółko te same okładki. „Ekspozycja”, „Kasacja”, „Zaginięcie”… i tak bez przerwy. Ok. Mechanizm zadziałał – udało się przykuć moją uwagę. Z ciekawości sprawdziłam, kto to właściwie jest i o co chodzi z tym całym fenomenem. Kryminał. No dobra, teraz zainteresowałam się na poważnie i sięgnęłam po pierwszą książkę, która wpadła mi w ręce – „Ekspozycję”.

Każdy seryjny morderca dobiera ofiary wedle jakiegoś klucza. Zawód, wiek, kolor włosów, albo...

Dochodzi do makabrycznej zbrodni – na krzyżu na Giewoncie zostaje odnalezione powieszone ciało mężczyzny pozbawionego ubrań. Na miejscu natychmiast pojawia się komisarz Wiktor Forst a niewiele później również dziennikarka Olga Szrebska. Wkrótce dochodzi do kolejnych makabrycznych morderstw. Bohaterowie próbują dotrzeć do osób, które stoją za zbrodniami. Prawda jednak może ich wiele kosztować…

Muszę przyznać, że początek nie był łatwy. Forst irytował mnie niemalże od pierwszych stron. Zadziorny, arogancki i ironiczny, do tego nieliczący się z nikim narcyz. Żenowały mnie jego rozmowy z przełożonym czy podchody do Olgi. Do tego nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji uchodził z życiem – momentami miałam wrażenie, że to taki trochę odpowiedni Chucka Norrisa i MacGyvera – znajdzie rozwiązanie nawet tam, gdzie potencjalnie nie ma ratunku. A jednak – czytałam dalej.

Naraz pomyślał o Szrebskiej. Jeśli był nieprzytomny dłużej niż przez kilka minut, mogli zdążyć się do niej dobrać. Zrobiło mu się słabo na myśl o tym, do czego byli zdolni.



I chyba z każdą kolejną stroną przyzwyczajałam się do cynicznego Forsta. Powoli wybaczałam mu to naiwne uciekanie śmierci i wciągałam się w jego kolejne przeżycia. Mam wrażenie, że to trochę jak z nielubianą piosenką – są takie utwory, które im więcej się słyszy, tym bardziej zapadają w ucho, aż w pewnym momencie, niepostrzeżenie, zaczynamy je lubić. No i stało się – chyba polubiłam tego policyjnego szydercę. Oczywiście nie przestało mnie irytować ciągłe niemalże zmartwychwstawanie, ale można mu to wybaczyć.

Przyznaję również autorowi dużego plusa za formę. Uwielbiam przeplatanie wątków z różnych punktów widzenia. Pokochałam to u Lackberg, teraz doceniłam mocno u Mroza. Dzięki takiemu zabiegowi nie odczułam znużenia i narastały silniejsze emocje.

Zabijając, tacy ludzie stają się panami życia i śmierci. Są bogami. Rosną w swoich oczach i przekonują się, że są potężni.


Rewelacyjnie czytało mi się opisy polskich miejsc. Po raz pierwszy tak bardzo zwróciłam na to uwagę. Dla mnie akcja dziejąca się w Polsce sprawia, że wydarzenia stały się bardziej realne, a co za tym idzie odczułam mocny niepokój. Bo przecież znam te miejsca, kojarzę miejscowości, to tak jakby było gdzieś tuż tuż, zaraz obok, niemalże za zakrętem. Mieszanie fikcji z rzeczywistością zdecydowanie dobrze działa na moją wyobraźnię.


No i teraz najlepsze a zarazem najgorsze. Słyszałam opinię o tym, jak Mróz kończy swoje opowiadania, ale tego się nie spodziewałam. Nie mam w domu drugiego tomu i nie wiem teraz, jak przetrwam, zanim go będę miała w swoich rękach. Wszystkim tym, którzy przymierzają się do czytania „Ekspozycji” i są fanami dobrego kryminału, radzę przed rozpoczęciem czytania od razu wyposażyć się w jej kontynuację. Inaczej będą cierpieć srogie katusze, tak jak ja teraz. Podobno prawdziwego mężczyznę można poznać nie po tym jak zaczyna, tylko jak kończy. Okej Remigiusz – jak dla mnie start nie był najlepszy, ale koniec sprawił, że już zupełnie o tym nie pamiętam! W sumie to wypada już tylko podziękować pisarzowi, że dzięki niemu pojawiła się kolejna seria (bo już ślepo ufam, że przy kolejnych pozycja może być tylko lepiej) kryminałów na polskim rynku, które nie dość że wciągają i trzymają poziom, to jeszcze zostały napisane przez Polaka.


2 komentarze:

  1. Nasze rodzime kryminały są na naprawdę dobrym poziomie. Jeśli nie znasz jeszcze Zygmunta Miłoszewskiego, to też Ci go polecam. :D

    Co do Mroza - on jest dosłownie wszędzie. :D Jeszcze nie czytałam żadnej jego książki, ale kiedyś koniecznie muszę to zrobić. Zwłaszcza że ostatnio wyczytałam, że tak jak ja uwielbia Kinga. Chyba się "dogadamy". :D Najbardziej intryguje mnie to zakończenie, kurczę, co się tam stało, że wszyscy tak reagują?! Nie odpowiadaj! :P Będę musiała przekonać się sama, bo nie da mi to spokoju. :>

    A tak w ogóle to zazdroszczę, że Twoja kotka lubi być fotografowana. Moja psina, jak tylko biorę komórkę czy aparat do ręki, zaraz się odwraca albo w ogóle ucieka, spryciula jedna. :P I tak mam pełno jej zdjęć, czasem refleks ją zawodzi, ale mimo wszystko - pozować nie chce. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam Zygmunta Miłoszewskiego, ale już wpisuję na listę :)

      Ja z kolei ogarnęłam, że Mróz jest z mojego rocznika :D I pierwsze o czym pomyślałam, to kiedy On zdążył napisać tyle książek! :D Nie martw się, i tak bym Ci nie odpowiedziała, co się stało na końcu. Pilnuję się, żeby nie spojlerować :D

      Moja kota robi się kapryśna, bywa tak, że po prostu muszę wychwycić moment. Zdarza się, że zrobię kilkadziesiąt zdjęć nim dama zapozuje ;) Ale fakt, ma momenty, że wygląda, jakby specjalnie się ustawiała do zdjęcia :D

      Usuń