środa, 6 kwietnia 2016

K.A. Tucker "Pięć sposobów na upadek"

Autor: K.A. Tucker
Tytuł: Pięć sposobów na upadek
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron:  544
Moja ocena: 6/10

Czwarta i jednocześnie ostatnia książka z serii K.A. Tucker. Bena znamy z poprzednich trzech części: „Dziesięć płytkich oddechów”, „Jedno małe kłamstwo” i „Cztery sekundy do stracenia”. To młody ochroniarz, który pracuje w klubie ze striptizem. Blondyn o atletycznej budowie ciała. Jest czarujący wobec kobiet, ale też chętnie korzysta z jednonocnych przygód, w których może przebierać. Uwielbia kobiety i niezobowiązujący seks. Jest typem zabawnego faceta, który widzi piękno praktycznie w każdej kobiecie, co stara się wykorzystać na każdym kroku.
Jednocześnie, co w jego przypadku może być dosyć zaskakujące, jest studentem prawa. Po skończeniu studiów postanawia odejść z klubu i rozpocząć karierę prawniczą. Przed wejściem w dorosłe życie, postanawia udać się z kumplami do Cancun, by jeszcze przez chwilę móc oddać się beztroskiej zabawie. To właśnie tam poznaje po raz pierwszy Reese – niezwykle atrakcyjną dziewczynę z charakterystycznymi wiśniowymi końcówkami na blond włosach. To miała być przygoda na jedną noc. Jak się okazuje, dla Reese niezwykle upokarzająca przygoda…

- Nie interesuje mnie, co powiedział ci ten chłopiec. Zależy mu na tobie, nawet jeśli nie chce się sam przed sobą do tego przyznać. Widziałam, jak zachowuje się przy dziewczynach i przy tobie jest inny. Mówię poważnie. – Uśmiecha się, gładzi moją rękę, po czym ją puszcza. – Nie poddawaj się jeszcze.

Ben i Reeese mieli się już nigdy nie spotkać. Każde z nich wróciło do swojego życia, starając się zapomnieć o tym, co zdarzyło się w Cancun. Los jednak zaplanował inaczej. Kancelaria, w której mężczyzna właśnie rozpoczyna pracę okazuje się należeć do Jacka – ojczyma dziewczyny. Co więcej mężczyzna nie toleruje biurowych romansów. Mimo że każde z nich jest po przejściach i nie traktuje poważnie tego, co się między nimi dzieje, to jednak coś ich ku sobie ciągnie…

- Czy to…? – Mój żołądek fika koziołka, gdy podwórko wypełnia ciężki odgłos silnika harleya, konkurujący z grzmotami burzy. Spod kasku wystają jasne włosy z wiśniowymi końcówkami.

„Pięć sposobów na upadek” zrobiło we mnie podobne wrażenie, jak „Cztery sekundy do stracenia”. Lekka, łatwa i przyjemna lektura, ale nic poza tym. Musze jednak przyznać, że pomysł rozwinięcia losów bohaterów drugoplanowych jest naprawdę świetny. Pozwala na głębsze wniknięcie do świata bohaterów i ich lepsze poznanie. W tej części urzekły mnie również opisy krajobrazów, szczególnie rodzinnego sadu Bena. Widziałam go oczami wyobraźni i bardzo chciałam się tam przenieść. Chociaż chwilę poleżeć w słońcu, które skrada się między konarami.

Ponieważ to już koniec serii, to chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na piękne okładki, które mnie urzekły i już z daleka przykuwają moją uwagę. Wszystkie cztery okładki pozostają w spójnym klimacie. Są proste i niezwykle przyjemne. Trochę żal rozstawać się z bohaterami Tucker, jednak z drugiej strony myślę, że to najlepszy moment, by zachować z nich najlepsze wspomnienia.

2 komentarze:

  1. Czuję, że fabuła bardzo mi się spodoba. Nie słyszałam wcześniej o tej serii, ale z chęcią ją przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to naprawdę bardzo przyjemna seria! Polecam jednak czytać po kolei, bo wtedy jest pełny obraz wydarzeń i kompletny portret bohaterów :)

      Usuń