piątek, 19 sierpnia 2016

Agata Czykierda-Grabowska "Jak powietrze"

Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tytuł: Jak powietrze
Wydawnictwo: OMGBooks
Liczba stron: 480
Moja ocena: 8/10

Uwielbiam książki o miłości. Wiem, ze wiele osób ma ich dosyć, czuje się nimi przesłodzona i otoczona ich schematycznością. To nie tak, że ja tego nie widzę. Widzę, że schematy się powtarzają, że są podobne motywy, które prowadzą bohaterów przez gęsty las cierpienia, by na końcu dać mu się pochłonąć albo częściej odnaleźć pośród drzew bólu światło.

Nie zmienia to faktu, że uwielbiam książki o miłości. I nie wiem czy kiedykolwiek się nimi przesycę. Miłość to jedno z najbardziej pierwotnych i nieodgadnionych uczuć. Przyczyna łez smutku lub radości. Uczucie, które jednym pomaga stać się twórcami i osiągać wymarzone cele, a innych niszczy. To siła, która potrafi zmieni głupca w mędrca lub mędrca w głupca. Potrafi owładnąć niezauważenie i przejść przez nasze życie jak huragan, który zmienia dosłownie wszystko na swojej drodze. Wszystko rujnuje i burzy lub wszystko buduje.

- Twoje życie to rzeka. Płynie tylko w jednym kierunku i nikt nie jest w stanie jej zatrzymać. Gdy wpada do oceanu, przestaje być już rzeką, ale nie znika. Nie przestaje istnieć (...)


Uwielbiam książki o miłości, bo za każdym razem w mojej głowie kiełkuje myśl, że gdzieś tam jest tych dwoje, którzy właśnie siebie odnaleźli. Którzy myśleli, że dla losu są straceni, a w tej minucie ich świat staje na głowie. Pewnie że wiem, że to postaci fikcyjne, ale ci bohaterowie są pewnego rodzaju symbolem. Symbolem tego, że miłość, nawet po najgorszych doświadczeniach, często daje tę niezwykła siłę i nadzieję. I tak jest i tym razem.

W warszawskiej Pradze, w jednej z bardziej zniszczonych kamienic, mieszka Dominik - chłopak, który samotnie wychowuję dwójkę młodszego rodzeństwa. Pozbawiony nadziei, na własne życzenie stał się dla innych niewidzialnych, a swoje życie podporządkował już tylko jednemu - stworzyć rodzinę dla pięcioletnich bliźniaków. Pewnego dnia zostaje potrącony przez Oliwię - córkę ordynatora, która pozornie ma wszystko - bogatego ojca, piękny dom na Żoliborzu, przystojnego chłopaka i grupę przyjaciół, z którymi wieczory spędza w klubach. Tych dwoje bohaterów prowadzi skrajnie różne życie i zdaje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego.

Tak długo był nikim, tak długo był niewidzialny, ale ona go dostrzegła. Zobaczyła go tak samo, jak on zobaczył ją.
Jednak okazuje się, że Oliwię i Dominika nie tylko coś łączy, ale i intensywnie do siebie przyciąga. Każde z nich wie, że bycie w pobliżu tego drugiego wiąże się z ryzykiem i niemałym przewrotem w życiu. Czy są na niego gotowi?

Nie, w tej książce absolutnie nic Was nie zaskoczy. Są bolesne doświadczenia z przeszłości bohaterów. Są tajemnice i irracjonalna ucieczka od innych. Są przeszkody, które częściowo spowodowało życie, a częściowo tworzą sami bohaterowie. Są dwa skrajne światy pozornie do siebie nie pasujące. Jest przystojny On i niezwykle piękna i dobra Ona. I oczywiście jest miłość.

Kochała to uczucie jedności. Tak, to właściwie określenie - kiedy była z nim, czuła, że nie składa się już z niepasujących do siebie kawałków. Stawała się całością.
Otóż ja to widzę tak. Dlaczego bohaterowie zawsze są piękni i przystojni? A pomyślcie teraz o osobie, którą kochacie, a jeśli takiej nie macie, to o o osobie, do której kiedyś coś czuliście. To właśnie robi miłość. W chwili kochania ta osoba wydaje nam się często najpiękniejsza na świecie. Zwracamy uwagę na rzeczy, których inni nie dostrzegają. Kształt nosa, miękkość ust, wielkość dłoni, irytujące motyle w brzuchu, przyspieszone tętno, poczucie bezpieczeństwa w jego ramionach, spokój w jej oczach... Każdy na coś innego, ale patrzymy na tę drugą osobę właśnie przez pryzmat naszych zakochanych oczu. Tak z reguły opisuje bohaterów również autor - przez pryzmat osoby, w której zaczyna kiełkować uczucie.

Dominik w tym niepozornym zeszycie zamknął jej duszę. Potrafił ukazać każdy najdrobniejszy odcień emocji, jaki pojawiał się na jej twarzy, tak, jakby malował go przez kalkę. W jego oczach Oliwia była... piękna. Nigdy tak o sobie nie myślała, ale patrząc na siebie jego oczami, widziała kogoś naprawdę pięknego.

Pewnie, do znudzenia można by powiedzieć są wątki cierpienia, śmierci, gwałtu, tajemnic i tak dalej. Ale jednocześnie to one nas zatrzymują i tak naprawdę one dają nadzieję. Nadzieję na to, że nawet gdy los najokrutniej doświadcza, to jeszcze życie może odzyskać kolory. Że nie zatrzymało się na okrucieństwie i bezwzględnie idzie dalej, niosąc za sobą kolejne doświadczenia i wyzwania. 

Po jej twarzy popłynęły ciche łzy. Tym razem nie płakała nad sobą, nie płakała nad mamą. Płakała nad nim, bo nie potrafiła sobie wyobrazić, jak można tak długo żyć bez powietrza.
Schemat może i jest ten sam, ale to te małe wątki sprawiają, że każda kolejna historia jest dla mnie wyjątkowa. W tym wypadku zetknięcie tematu biedy i często ludzkiej obojętności z bogactwem, które pozornie niesie za sobą szczęście. Bezlitosne odsłonięcie stereotypów i tego, co za sobą niosą, w jakie schematy sami się wkładamy.

Agata Czykierda-Grabowska napisała piękną historię miłości takich, jakich jest wiele. Ale poprzez spisanie jej uczyniła miłość bohaterów czymś niezwykłym. Pozostawiła poczucie, że każdego dnia na warszawskich ulicach mijam jakiegoś Dominika, na którego gdzieś tam w domu czeka ktoś bliski, jak Hania i Kacper. Że każdego dnia jakaś Oliwia zmienia czyjś świat i jednocześnie szuka własnej ścieżki. "Jak powietrze" to zwykła historia zwykłej miłości, która dla tych dwojga staje się czymś najbardziej niezwykłym i cennym na świecie.

5 komentarzy:

  1. Za parę dni do mnie dotrze booktourowy egzemplarz. Ja zdecydowanie wolę krwawe thrillery i mroczne horrory, takie klimaty, ale czasem też lubię poczytać książki o miłości, które może i są schematyczne, ale co z tego? Jeśli są dobrze napisane i przyjemnie się je czyta, to jestem zadowolona. :> Mam nadzieję, że mi się spodoba. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tez lubie od czasu do czasu przeczytac cos romantycznego i lubie wtedy siegnac po polskich autorów

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez lubię czytać książki o miłości:), ale takie bez happy endu. Cudowny kotek, to jest rosyjski? Ja mam dwa sierściuszki, które też mi towarzyszą przy czytaniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chce ją przeczytać, już od dawna na nią poluję, a Twoja recenzja utwierdza mnie w przekonaniu, że warto:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o niej wiele dobrego i jestem ciekawa czy faktycznie jest warta przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń