poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Jennifer Niven "Wszystkie jasne miejsca"

Autor: Jennifer Niven
Tytuł: Wszystkie jasne miejsca
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 424
Moja ocena: 9/10

Theodore Finch jest młodym chłopakiem, który odstaje od rówieśników. Jego codziennością nie są szalone imprezy, spotkania z przyjaciółmi czy gra w szkolnej drużynie sportowej. Zamiast tego Finch codziennie rozmyśla o różnych sposobach samobójstwa. Taka myśl towarzyszy mu również, gdy wchodzi na szkolną wieżę. Jednak jego powracające, autodestrukcyjne myśli zostają przerwane przez obecność kogoś niespodziewanego.

"Wystarczyłby krok do przodu i w kilka sekund byłoby po wszystkim. Koniec  w a r i a t a  
F i n c h a. Koniec bólu. Koniec wszystkiego."

Violet Markey jest popularną pięknością, która należy do szkolnej elity. Jej idealne życie zmienia się jednak diametralnie po śmierci siostry, za którą dziewczyna nieustannie tęskni. Pozornie żyje przyszłością i odlicza dni do skończenia szkoły, ale tak naprawdę utknęła w przeszłości, próbując zrozumieć to, co spotkało jej rodzinę.

Dzień, w którym Violet i Theodore spotykają się na wieży całkowicie zmienia ich życie. Śmierć zaprowadziła ich na wysokość sześciu pięter nad ziemią, jednak to wola życia ostatecznie wygrywa. Niedługo po tym zdarzeniu, bohaterowie zostają przydzieleni do wspólnego projektu geograficznego. Tak zaczyna się ich podróż, której celem jest odkrycie cudów Indiany.

Uwalniam się od własnego umysłu, który - nie wiedzieć czemu - wyobraża sobie mnie martwego tak samo, jak martwi są autorzy książek, które wybrała Violet. Uśpionego od lat, zakopanego głęboko, pod wieloma warstwami ziemi, na której rośnie kukurydza.

Theodore po raz pierwszy otwiera się przed drugą osobą. Przestaje udawać i odkrywa przed Violet swoją prawdziwego siebie. Za wszelką cenę chce na nowo pokazać dziewczynie radość, którą można odnaleźć w codzienności.

Ta książka złamała moje serce wiele razy. Jest wręcz przesycona emocjami - radością, smutkiem, bólem, cierpieniem, śmiechem, strachem, śmiercią, miłością i nadzieją. Finch prowadzi nie tylko Violet przez życiową podróż, ale również kieruje czytelnikiem, pokazując magię w najmniejszych rzeczach i prostocie miejsc, które go otaczają.

Przez całą podróż bohaterowie mierzą się ze swoimi doświadczeniami i uczuciami. W ich głowach toczy się walka życia ze śmiercią. Samobójstwa są realnym problemem wśród młodych ludzi, a ich liczba każdego roku jest zatrważająca. W 2014 roku polska policja odnotowała 599 prób samobójczych osób do 19 roku życia. Dla porównania rok wcześniej było 465 takich przypadków, a dwa lata wcześniej 373. Liczby te pokazują, że coraz więcej młodych osób decyduje się na dokonanie zamachu na własne życie, wierząc że to jedyne rozwiązanie dla ich problemów. Towarzyszy temu zjawisko tunelowego myślenia - przekonanie, że nie ma już innych możliwości. Rozpacz w tym momencie jest tak duża, że przesłania wszelkie inne rozwiązania, czyniąc w oczach tej osoby sytuację beznadziejną. 
Nigdy bym cie nie skrzywdził tak, jak mam ochotę skrzywdzić Roamera, ale nie mogę obiecać, że nie rozerwę cię na kawałki, aż zostanie z ciebie tysiąc strzępków, tak jak ma to miejsce ze mną.

Jennifer Niven przybliża portret młodych osób, którzy właśnie z takimi przeżyciami się mierzą. Są zawieszeni między życiem a śmiercią, rozpaczliwie szukając skrawka nadziei. Autorka doskonale oddaje kruchość ludzkiej natury, przedstawia wewnętrzne rozdarcie i ból duszy osoby, która sama już nie wie, gdzie właściwie przynależy. Bohaterowie szukają swojego miejsca i akceptacji, a przede wszystkim bliskości, miłości i zrozumienia. Ich spotkanie na wieży wzbudza na nowo nadzieję i staje się szansą na odnalezienie własnej drogi. 

Oddycham ostrożnie, by nie brzmiało to zbyt głośno, w przeciwnym razie kto wie, co ciemność zrobi ze mną, z Violet albo z innymi ludźmi, których kocham.

Autorka pokazuje nam świat bohaterów z dwóch perspektyw - z perspektywy Theo i z perspektywy Violet, które przeplatają się wzajemnie. Mimo poruszania trudnego tematu, Niven pokazuje czytelnikowi również jasne strony - te pogodne miejsca, które przypominają o co i dlaczego w ogóle warto walczyć. Kolejne strony tej historii wypalały mi coraz głębiej emocjonalną dziurę w sercu, ale wiem, że każde pojedyncze zdanie ma tutaj sens i jest potrzebne. W tym wypadku miłość wyrywa się dotychczasowym schematom i ustala własne miejsce i własne zasady, nawet jeśli u niektórych nie znajdzie zrozumienia. Odbiorca zostaje otoczony całym wachlarzem uczuć, z którym ostatecznie i tak musi zmierzyć się sam.

"Gdyby ten błękit mógł pozostać na zawsze, gdyby to przejaśnienie można było zatrzymać na zawsze."

6 komentarzy:

  1. Mam ją na półce. I ciągle mnie do niej ciągnie, ale odstawiam na później lekturę... Trochę się jej obawiam, bo to jednak młodzieżówka. A z takimi mam trudno czasami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu było o niej głośno i wtedy miałam sporą ochotę, by ją przeczytać, ale ostatecznie nawet jej nie kupiłam. Mimo to teraz też jestem jej ciekawa, więc może kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tę książkę bardzo trudno było mi ocenić, bo pod względem fabularnym nie powaliła mnie na łopatki, ale jesli chodzi o emocje... Przepiękna, miażdżąca, wzruszająca. Muszę przyznać, że Violet irytowała mnie swoim zachowaniem, jednak całym serduchem pokochałam Theodore'a, jedna z najlepszych męskich postaci, z jakimi miałam do czynienia w młodzieżówce.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam kupić ostatnio tę książkę i powodem był cały hype na nią, ale stwierdziłam, że niekoniecznie jest to książka dla mnie. Może kiedyś przeczytam, ale na pewno nie w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka jest na mojej liście do przeczytania, mam nadzieję że wkrótce po nią sięgnę, bo bardzo mnie ona ciekawi za każdym razem gdy przeczytam jej recenzję, a ostatnio często mi się to zdarza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Środkowe zdjęcie podbiło moje serce! ♥
    A książkę mam na liście must read.


    http://recenzje-koneko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń